Światem rządzi hejt.


Hejt rządzi światem. Niestety wiemy to nie od dziś i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie cokolwiek miało zmienić się w tym temacie. Tym bardziej, że w naszym społeczeństwie znieczulica jest coraz bardziej widoczna. Ja jednak nie mam zamiaru być bierna, a już z pewnością nie będę udawać, że nie ma tego tematu, czy też że mnie od nie dotyczy. I choć domyślam się, że mój artykuł niewiele zmieni, napiszę go z wielką nadzieją na to, że przeczyta go chociaż garstka osób, której da on do myślenia.

Ludzie są osobami ciekawskimi z natury, a tej jak wiadomo, nie sposób zmienić. A my, Polacy mamy już po prostu taką mentalność, z którą chyba już nawet nikt nie walczy. Poprzez to coraz łatwiej przychodzi nam ocenianie innych, branie wszystkich nieznajomych nam tak naprawdę osób pod lupę. Żyjemy w czasach, w których krytyka jest codziennością, nad której sensem nawet się nie zastanawiamy. Większość z nas (bo przecież komu nie zdarzyło się choć raz w swoim życiu ocenić na podstawie tylko jednej sytuacji/jednego zachowania kompletnie nieznanej nam osoby) z reguły nawet nie zastanowi się nad wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków. Szczególnie jeśli jesteśmy pod wpływem emocji, które wywołała w nas właśnie ta nieznana nam osoba. Takie sytuacje niejednokrotnie powodują, że dochodzi do tragedii - tragedii, których tak naprawdę mogłoby nie być. Wystarczyłoby choć trochę empatii i zastanowienia się nad własnymi myślami, a raczej nad tym, czy rzeczywiście tak fajnie jest kogoś krytykować? I co nam to daje? Bo to, że hejt stał się niezwykle modny też wiemy. Niestety. O tym, jak łatwo jest nam oceniać drugą osobę i jak łatwo jest zniszczyć komuś życie mówieniem tak naprawdę bezsensowych rzeczy, krytykowaniem tylko po to by się komuś przypodobać, napisała Emily Giffin w swojej najnowszej książce pt "Wszystko czego pragnęliśmy".

W swojej najnowszej powieści autorka skupia swoją uwagę nie tylko na temacie rasizmu, wykluczenia pewnych osób ze społeczności tylko dlatego, że posiadają nieco mniejszy status - są mniej zamożni, lecz przede wszystkim autorka skupia się na niesamowicie ważnym aspekcie, jakim jest bezmyślne zabawianie się uczuciami drugiej osoby i hejtowanie sytuacji, o której tak naprawdę wiemy tylko z plotek.

Główna bohaterka, Nina to matka Fincha, nastolatka, który dostał się na studia w Princeton, dzięki czemu ma go czekać świetlana przyszłość. Nastolatek jest oczkiem w głowach swoich rodziców, a już szczególnie matki, która wierzy mu we wszystko i pokłada w nim naprawdę spore nadzieje. Wszystko jednak zmienia się za sprawą jednej imprezy, na której bawił się syn Niny. W szybkim czasie kobieta dowiaduje się - i to od osób zupełnie niezwiązanych z tematem, opierających się jedynie na zasłyszanych plotkach - że jej syn wykonał niestosowne zdjęcie jednej ze swoich koleżanek. Na zdjęciu można było zobaczyć pewną dziewczynę, leżącą na wznak na łóżku, która ubrana była niekompletnie. Miała nie tylko potargane włosy, ale i sukienkę zadartą do góry i lekko rozchylone uda, a także jedną nagą pierś. A co najgorsze - w ręku trzymała zieloną kartę - karta ta była potrzebna do gry w uno. Dziewczyna z wyglądu przypominała Latynoskę, więc każdy od razu domyślił się przekazu zdjęcia - tym bardziej, że nosiło ono bardzo wymowny napis "Wygląda na to, że dostała zieloną kartę". Pomijając już fakt zachowania Fincha i wykonania przez niego owego zdjęcia, chciałabym skupić się jednak na tym, w jaki sposób ludzie, którzy nie byli nawet na wspomnianej imprezie, zaczęli snuć domysły na temat tego, co tam się wydarzyło. Domyślacie się już pewnie sami, jak wiele opinii mogło krążyć : a to, że dziewczyna była pijana, chciała zaszaleć i była baaardzo chętna na kontakt ze swoim rówieśnikiem ; a to, że przez tak wyzywający strój sama się prosiła o takie zachowanie. Inni sugerowali także, że na pewno doszło do zbliżenia między nastolatkami. Jakie to znajome, prawda? W takich sytuacjach ZAWSZE najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy tak naprawdę nie powinni mówić nic, bo i jak, skoro nawet nie byli uczestnikami zdarzenia? Najlepiej bowiem jest zhejtować, ośmieszyć kogoś, ale w imię tak naprawdę czego? Chwilowego lepszego samopoczucia? Pokazania się wśród znajomych? "Dopieczenia komuś", tak jak w przypadku głównej bohaterki, która została poinformowana o całym zdarzeniu od osoby, która nigdy nie życzyła jej dobrze? No właśnie... Lepiej nawet nie odpowiadać na te pytania z obawy o własne nerwy.

Cieszę się, że autorka poruszyła tak ważny temat i, że jej powieść jest tak naprawdę wielowymiarowa, bowiem w historii tej pani Giffin zaserwowała nam, czytelnikom cały przekrój społeczeństwa, pokazując też, do jakich zachowań, my ludzie jesteśmy zdolni i do czego takie sytuacje mogą prowadzić. Mam również wielką nadzieję, że każdy, kto przeczyta tę książkę, zastanowi się choć przez chwilę nad tym, jak jak jednym głupim zachowaniem, czy też jedną głupią rozmową, można komuś zniszczyć życie. Świata zmienić nie możemy choćbyśmy nie wiadomo, jak chcieli, ale może warto zmienić samego siebie? Pomyśleć dwa razy zanim się coś powie lub wysnuje jakieś wnioski? Ja myślę, że warto...

Artykuł powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Otwartym, które zainicjowało akcję #JaTeżCzytamGiffin i #BlogujęNieHejtuję.
Więcej o akcji jak i samej książce możecie poczytać na stronie wydawcy.


5 komentarzy :

  1. Są to tematy, o których trzeba mówić głośno i często, dlatego na pewno przeczytam tę książkę i wyrażażę swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja myślałam, że ta książka to tylko jakaś tam zwykła obyczajówka o miłości :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety tego hejtu jest coraz więcej, wszędzie można się z tym spotkać. Cieszę się, że powstają takie książki i ja na pewno ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bardzo lubię twórczość autorki i jestem pewna, że i tą książkę przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam pióra tej autorki, ale może najwyższa pora to zmienić? Hmm...

    OdpowiedzUsuń

Tajemnicze książki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka