"Tam,gdzie śpiewają pawie,czyli o tym, jak poślubiłam indyjskiego księcia" Alison Singh Gee.

Gdy tylko zobaczyłam okładkę tej książki chciałam ją mieć. Najlepiej od razu. Pomimo tego,iż nie jestem fanką różu i nic nie łączy mnie z hinduską kulturą, owa okładka spodobała mi się bardzo. Z niecierpliwością oczekiwałam zatem dnia, w którym dane mi będzie zasiąść do lektury. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, iż moje oczekiwania wobec tejże pozycji nie zostały spełnione. 

Alison to typowa trzydziwstolatka. Jej codzienność zapełnia przede wszystkim praca, której oddaje się bez reszty. Dzięki niej (pracuje w największej azjatyckiej gazecie) kobieta obraca się tylko w tzw. "odpowiednich kręgach". Od kilku lat jest w związku z bogatym biznesmenem, jednakże nie jest z nim szczęśliwa. 
Gdy na jej drodze pojawia się Ajar, hinduski wysłannik "Asiaweek", Alison zakochuje się bez reszty. Pytanie tylko, czy związek ten będzie pełnią jej szczęścia...

"Tam, gdzie śpiewają pawie,czyli o tym, jak polubiłam indyjskiego księcia" to debiut literacki autorki i zarazem jej autobiografia. Ciężko jest mi zatem pisać tę recenzję, bowiem zawsze,nawet na ten najgorszy debiut staram się spojrzeć przychylnym okiem. Niestety w tym przypadku moje zachwyty skończyły się na oglądaniu wyżej wspomnianej okładki. 

Pierwsze,o czym muszę napisać to fakt, iż rekomendacja / opis znajdujący się na tylnej okładce napisany został chyba przez osobę, która nie przeczytała tej książki, bowiem zupełnie odbiega on od jej treści. Doprawdy nie wiem,dlaczego akurat taki opis i podtytuł "czyli o tym, jak poślubiłam indyjskiego księcia ". By zwiększyć sprzedaż?  Słabe, naprawdę słabe. 

Kolejną rzeczą, o której należy wspomnieć jest zachowanie autorki, jak i sama jej postać. Wymagania rodziny wobec kobiety są naprawdę duże i dość wyolbrzymione -ma ona poślubić bogacza by być "kimś " i koniec,kropka. Troszkę zatem jest usprawiedliwiona w moich oczach, jednakże każdy z nas ma swój rozum i sam kieruje swoim życiem, więc ciężko jest mi pozytywnie ocenić Alison. 
Z jednej strony autorka kreuje siebie, jako inteligentną trzydziestolatkę, pracującą dla prestiżowej gazety,ubierającą się w ciuchy wprost z wybiegów najlepszych projektantów, a z drugiej strony jej zachowanie pokazuje, że jest nieświadomą, nieobytą w świecie osobą z ogromnymi kompleksami. Naprawdę trudno mi zatem myśleć o niej inaczej,niżeli jak o infantylnej i egoistycznej paniusi.

Niewątpliwym problemem Alison Singh Gee jest również sam jej styl. Momentami książka była tak nudna, że czułam się zażenowana faktem, iż w ogóle po nią sięgnęłam. Brak w niej jakiejkolwiek akcji, jakiegokolwiek napięcia powodującego chęć dalszego czytania. Sama składnia zdań i kreowanie bohaterów to kolejne minusy,za sprawą których jedyne, na co czytelnik ma ochotę, to wyrzucenie tej książki w jak najdalszy kąt. 

Naprawdę długi czas myślałam o tym, co też pozytywnego mogłabym napisać o tej książce i niestety nie wymyśliłam nic poza opisywaną okładką. Po tak nieudanym debiucie nie mam ochoty  na dalszą twórczość autorki i myślę, że nigdy jej mieć nie będę. 

Wszystkim tym, którzy oczekują typowej opowieści o biednej dziewczynie, zakochanej (z wzajemnością ) w bogatym księciu radzę z daleka omijać tę powieść. Wszyscy ci, którzy spodziewają się wartościowej pozycji proszeni są o natychmiastowe poszukiwania innej lektury. Pozostali z Was, być może zainteresowani ową pozycją niech pamiętają - czytacie na własną odpowiedzialność ;-)

17 komentarzy :

  1. Taki jest właśnie problem z autobiografiami, że na kilka cudeniek trafia się masa śmiecioksiążek...

    OdpowiedzUsuń
  2. :) raczej po nią nie sięgnę:) ale będę szukać podobnych książek lepiej napisanych :) pozdrawiam cieplutko
    http://wiktoriaczytarazemzwami.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
  3. Tym razem nie jestem zainteresowana książką.Pozdrawiam Julia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma chyba nic gorszego niż nudna książka. Będę zatem omijać z daleka powyższą pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej po nią nie sięgnę, to nie moje klimaty. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dla mnie niestety :(
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka i mnie by przyciągnęła, szkoda, że lektura tak zawodzi... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka mi się podoba, ale chyba ją sobie odpuszczę.
    Buziaki! :*
    http://cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam ochoty na tą lekturę. Może kiedyś, nie skreślam jej, ale na pewno nie w tym momencie..

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przepadam za azjatyckimi, ani tym bardziej indyjskimi klimatami, więc raczej się nie skusze, jednak jestem pewna, że komuś, kto lubi tamtejsze kultury ksiązka na pewno się spodoba :)

    Pozdrawiam
    http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze wiedzieć - na pewno będę omijać tę książkę. Dzięki wielkie za tę recenzję, bo ostatnio właśnie poszukuję lektur "w klimatach indyjskich".
    W tym roku przeczytałam powieść "Ukochany syn" Shilpi Somaya Gowda, która ogromnie mi się spodobała. Wspaniała książka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie średnia, przewidywalna, nie wywarła na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może kiedyś się skuszę...
    Also - otagowałam Cię w lba (http://dywagacjenadherbata.blogspot.com/2016/02/lba.html), jeżeli robisz takie rzeczy, to będę ciekawa Twoich odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie za to już okładka za bardzo się nie podoba. A po Twojej recenzji tym bardziej nie mam na nią chęci.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojj, bardzo nie lubię sytuacji, gdy rekomendacja na okładce jest niezgodna z treścią. Fajnie, że ostrzegasz przed czytaniem tej książki. :-))) Na pewno po nią nie sięgnę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dlatego omijam biografie szerokim łukiem, choć przyznaje, że ostatnio trafiła mi się biografia, która porwała moje serce i zdrowy rozsądek. Było w niej wiele emocji i nie można jej nazwać nudną, ani przez moment.

    OdpowiedzUsuń

Tajemnicze książki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka