czwartek, 12 stycznia 2017

"Mistrz i Zielonooka Nadzieja" Johanna Kern.


Kiedy tylko zobaczyłam pierwszą wzmiankę o tej książce bardzo chciałam ją przeczytać. Jej piękna okładka i ten niesamowicie intrygujący tytuł sprawił, że naprawdę ciężko byłoby mi przejść obok niej obojętnie. Traf chciał, że udało mi się ją zdobyć w dość szybkim czasie. Jednakże, czy piękna, tajemnicza okładka i intrygujący tytuł wystarczyły, by skraść moje serce?

Wydawać by się mogło, że życie Johanny jest poukładane i szczęśliwe. Los jednak bywa przekorny i na jej drodze co rusz stawia nowe, coraz trudniejsze do rozwiązania problemy. Rozwód, utrata stałego dochodu, rozłąka z synem i ten paniczny strach to tylko mała część tego, z czym zmierzyć się będzie musiała młoda Johanna. Nie wszystko jednak zostaje od razu skreślone, bowiem w jej życiu pojawia się On - Mistrz, który zmieni jej rzeczywistość o sto osiemdziesiąt stopni... 

Johanna Kern to kanadyjska producentka filmowa, reżyser, scenarzystka, a także pisarka. Urodziła się i wychowała w Polsce. Od 1985 roku stale mieszka w Kanadzie. W 2013 roku wydała swoją pierwszą tego typu powieść, pt "Mistrz i Zielonooka Nadzieja" , opowiadającą o jej niezwykłych spotkaniach z Mistrzem.

"Mistrz i Zielonooka Nadzieja" to niewątpliwie fascynująca i nietypowa lektura. Przyznam szczerze, że niezwykle trudno czytało mi się tę książkę, bowiem jest to jedna z tych pozycji, podczas lektury których trzeba intensywnie myśleć i co krok przyswajać nową wiedzę. Rzadko kiedy udaje mi się trafić na tak mądrą i wartościową pozycje, napisaną w tak piękny sposób
I choć książka momentami wydaje się być za bardzo filozoficzna, a ja takich szczerze nie cierpię, to jednak miała ona w sobie to "coś", co sprawiło, że z ogromną ciekawością i jeszcze większą przyjemnością zagłębiałam się w historię autorki. Lektura ta bowiem dostarcza nam naprawdę wielu ciekawych fragmentów traktujących m.in. o mądrości, psychologii, samorozwoju, przebaczeniu, czy też miłości. 

Książka ta wydana jest w formie tzw. self-publishingu i wiecie co? Wysoko podnosi poprzeczkę. Zawsze, kiedy widzę, że dana pozycja jest wydana bezpośrednio przez autora, a nie jakieś wydawnictwo, do jej lektury podchodzę z ogromną rezerwą. Tym razem jednak jestem pozytywnie zaskoczona, bowiem doprawdy nie spodziewałam się aż tak dobrze napisanej pozycji. 

Jako, że mam słabość do pięknych okładek raz jeszcze muszę pochwalić również i tę. Jest po prostu przepiękna (a co ważne - połyskująca) i idealnie oddaje klimat całej powieści, co niewątpliwie w moich oczach jest jej głównym plusem.

Jednakże, aby być zgodną z własnym sumieniem muszę wspomnieć o jednej, bardzo denerwującej, a raczej męczącej rzeczy. Nieodpowiednia czcionka i brak wyjustowania tekstu sprawiały, że co rusz musiałam odkładać książkę, bowiem bardzo szybko męczyła mnie jej lektura. A szkoda, bo treść powieści zasługuje na jak największe skupienie.

Bez względu na to, czy historia opisana przez autorkę jest prawdziwa, czy też nie, szczerze mogę ją Wam polecić. Ten fascynujący i tajemniczy świat pochłonie również i Was, daję słowo!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Magdalenie z HarmoniquePR.

11 komentarzy :

  1. To niewątpliwie historia, która daje do myślenia. Fajnie, że miałaś szansę ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zupełnie nie jest w moim guście, jednak Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba tym razem nie dla mnie ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie słyszałam o tej powieści, ale chętnie dałabym jej szansę, zwłaszcza że w tym roku chcę czytać bardziej zróżnicowaną literaturę, a Mistrz i Zielonooka Nadzieja może dać mi wiele do myślenia :)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekawa, czy osoba wychowująca się w Polsce, a mieszkająca za granicą różni się znacznie od typowych polskich autorów. Chyba to sprawdzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno przeczytam tą książkę...
    Pozdrawiam Julia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka i mi bardzo się podoba. Widać też, że autorka wykonała naprawdę dużą pracę. Chętnie kiedyś przeczytam. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli polecasz to chętnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobre pióro pisarki czy pisarza to jedno, ale jeżeli szata "graficzna" książki jest niezadbana, to lektura bardzo męczy. Mi ta okładka kojarzy się z Egiptem... I przyznam mnie już sama okładko, samo zdjęcie główne zaintrygowałam. Cieszę się ze takie książki, wydawane metodą self-publishingu są dobre, ale giną pod natłokiem innych, niestety gorszych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie książka nie dla mnie, ale cieszę się, że Tobie przypadła do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka